SMR i mikroreaktory w wojsku. Mały atom jako zaplecze państwa na czas wojny
Autor: Dr Aleksander Olech
Małe reaktory modułowe nie są technologią, która rozwiąże wszystkie problemy armii na czas wojny. Nie zastąpią paliwa, przerzutu wojsk ani dotychczasowych źródeł energii. Z drugiej strony, mogą stać się jednym z ważnych elementów przygotowania państwa do kryzysu i wojny. Nowoczesne siły zbrojne potrzebują dziś nie tylko żołnierzy, czołgów i sztucznej inteligencji, ale także stabilnego zasilania dla systemów, od których zależy prowadzenie operacji. W takim ujęciu należy rozwijać wojskowe znaczenie SMR-ów i mikroreaktorów.
Współczesna wojna nie ogranicza się do uderzenia w wybrane oddziały. Coraz częściej zaczyna się od próby sparaliżowania państwa, które ma zostać pozbawione energii, możliwości transportu, łączności i szybkiego dowodzenia. Rosja pokazała to w działaniach przeciwko Ukrainie. Ataki na infrastrukturę energetyczną nie jest dodatkiem do operacji wojskowej, ale częścią sposobu prowadzenia wojny. Działania hybrydowe mogą być przy tym wstępem do otwartego konfliktu, a uderzenie w zaplecze państwa może poprzedzać działania bezpośrednio na polu walki.
W związku z powyższym problematyka wykorzystania małych reaktorów modułowych w wojsku nie powinna zaczynać się od dywagacji nad samą technologią, ale od pytania o potrzeby odporności państwa. SMR-y, oraz mikroreaktory, mogą dać wojsku źródło energii, które nie zależy wyłącznie od cywilnej sieci. Nie oznacza to, że mały reaktor zastąpi elektrownie, generatory, magazyny energii czy duże dostawy paliwa. Jednakże rozproszone i odpowiednio chronione źródło energii może być mniej podatne na skutki pierwszego uderzenia wymierzonego w krajową sieć energetyczną.
Trzeba jednak rozróżnić klasyczne SMR-y od jeszcze mniejszych mikroreaktorów. W zastosowaniach wojskowych największe zainteresowanie budzą konstrukcje o mocy kilku lub kilkunastu megawatów, które mogą być montowane fabrycznie, transportowane w modułach i uruchamiane w miejscu docelowym. Ich zaletą ma być nie tylko niewielki rozmiar, ale przede wszystkim możliwość działania poza krajową siecią energetyczną.
Ma to znaczenie przede wszystkim dla obiektów, które muszą działać bez przerwy. Dotyczy to stanowisk dowodzenia, radarów, systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej, a także lotnisk, portów wojennych oraz instalacji znajdujących się na oddalonych kierunkach. Im bardziej armia korzysta z danych, sztucznej inteligencji, systemów bezzałogowych i walki radioelektronicznej, tym bardziej potrzebuje stałego dostępu do energii.
Dlatego obecnie mały atom przestaje być tematem wyłącznie energetycznym, a staje się także kwestią bezpieczeństwa i przygotowania wojskowego. Cywilne SMR-y są projektowane przede wszystkim dla energetyki, przemysłu i dużych odbiorców, natomiast mikroreaktory mają być znacznie mniejsze, mogą pracować przez kilka lat bez wymiany paliwa i w części projektów mają być transportowane do miejsca instalacji. Osobną kategorią pozostają reaktory napędu morskiego wykorzystywane w atomowych okrętach podwodnych i lotniskowcach. Posiadanie takich jednostek nie oznacza automatycznie, że dane państwo prowadzi również program lądowych mikroreaktorów dla baz wojskowych.
Należy też dość szeroko postrzegać pojęcie mobilności. Reaktor mieszczący się w modułach lub kontenerach nie jest zwykłym generatorem, który można swobodnie przemieszczać między jednostkami. Możliwość przewiezienia systemu przed uruchomieniem to jedno, natomiast jego późniejsza eksploatacja, ochrona, chłodzenie oraz transport po napromieniowaniu paliwa to zupełnie inna kwestia. Dlatego najbardziej realne zastosowania wojskowe dotyczą baz stałych i półstałych, oddalonych placówek oraz instalacji arktycznych, a nie jednostek rozmieszczonych bezpośrednio za linią frontu.
Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny i Europa
Najbardziej zaawansowane w rozwijaniu opisanych programów wojskowych są Stany Zjednoczone. Project Pele ma pokazać, czy transportowalny reaktor generacji IV może zasilać instalacje wojskowe w miejscach, gdzie energia jest droga, trudna do dostarczenia albo narażona na przerwanie. Nie jest to już wyłącznie koncepcja. Do Idaho National Laboratory dostarczono paliwo przeznaczone dla prototypu, który ma zostać zmontowany i poddany testom. Co jednak ważne, nawet Stany Zjednoczone, mające ogromne możliwości technologiczne i finansowe, nadal mówią przede wszystkim o demonstracji oraz stopniowym sprawdzaniu tego rozwiązania.
Kolejnym amerykańskim przedsięwzięciem jest Janus Program, czyli rozwój mikroreaktorów przeznaczonych dla stałych instalacji wojskowych na terytorium Stanów Zjednoczonych. Amerykańska armia wskazała dziewięć potencjalnych lokalizacji, w tym Fort Bragg, Fort Campbell, Fort Drum, Fort Wainwright, Joint Base Lewis-McChord i Redstone Arsenal. Ostateczna liczba reaktorów nie została jeszcze ustalona, natomiast celem pozostaje rozmieszczenie demonstracyjnej instalacji do 2030 roku. Zanim mikroreaktor zostanie wykorzystany za granicą, technologia będzie zatem sprawdzana w kraju.
To pokazuje, że nawet USA nie traktują małego atomu jako rozwiązania gotowego do natychmiastowego wykorzystania. Najpierw trzeba sprawdzić bezpieczeństwo systemu, sposób jego ochrony i realne koszty eksploatacji. Dopiero potem możliwe będzie podejmowanie decyzji o szerszym wdrażaniu technologii w siłach zbrojnych.
Rosja ma inne doświadczenia, ponieważ od lat rozwija reaktory dla okrętów podwodnych, lodołamaczy jądrowych i infrastruktury arktycznej. „Akademik Łomonosow”, czyli pływająca elektrownia jądrowa działająca na Czukotce od 2020 roku, formalnie służy celom cywilnym, ale jej znaczenie dla obecności państwa rosyjskiego na północy jest znaczące. Energia w Arktyce oznacza możliwość utrzymywania infrastruktury oraz zaplecza państwa w miejscach, w których zwykła logistyka pozostaje kosztowna i trudna.
W rosyjskim przypadku nie trzeba udowadniać, że każdy projekt małego reaktora jest instalacją Ministerstwa Obrony. Trzeba natomiast podkreślić, że rozwój małego atomu na północy ma charakter podwójnego zastosowania. Reaktor może zasilać miejscowość, kopalnię albo port, a jednocześnie wzmacniać obecność Rosji w regionie ważnym dla marynarki wojennej, lodołamaczy, systemów obserwacji oraz kontroli szlaków arktycznych. Nie jest to zatem wyłącznie projekt energetyczny.
Chiny rozwijają SMR-y w logice samowystarczalności technologicznej i zwiększania zdolności do utrzymywania obecności w oddalonych regionach. Na ten moment rozwijane są przede wszystkim projekty cywilne, które w przyszłości mogą mieć również zastosowanie wojskowe. HTR-PM w Shidao Bay rozpoczął eksploatację komercyjną w grudniu 2023 roku, natomiast ACP100, znany jako Linglong One, według najnowszych dostępnych danych pozostawał projektem w budowie, z planowanym uruchomieniem w tym roku. Chińskie podmioty od lat rozwijają również koncepcje pływających elektrowni jądrowych, w tym ACP100S.
Nie należy przy tym przedstawiać HTR-PM czy ACP100 jako istniejących chińskich reaktorów wojskowych. Są to projekty cywilne. Trzeba jednak podkreślić, że rozwijanie technologii małych reaktorów daje Pekinowi zdolności, które mogą zostać wykorzystane do zasilania infrastruktury znajdującej się daleko od głównej sieci energetycznej. Ma to znaczenie przede wszystkim na morzu i w regionach, w których Chiny chcą utrzymywać stałą obecność państwową oraz wojskową.
Kanada rozwija małe reaktory przede wszystkim z myślą o północy kraju i wzmacnianiu odporności infrastruktury. W kwietniu 2026 roku rząd kanadyjski zapowiedział przeznaczenie 40 mln dolarów kanadyjskich na ocenę możliwości wykorzystania kontrolowanego przez Kanadę mikroreaktora do dostarczania energii i ciepła odległym instalacjom resortu obrony oraz sił zbrojnych. Jest to nadal program badawczy, ale pokazuje, że Ottawa zaczyna bezpośrednio łączyć technologię mikroreaktorów z potrzebami obronnymi i utrzymaniem obecności w Arktyce.
Wielka Brytania, Francja, Korea Południowa, Japonia, Argentyna czy Australia posiadają technologie, potrzeby lub zaplecze przemysłowe, które w przyszłości mogą prowadzić do rozwoju potencjału małego atomu w dziedzinie wojskowej. Trzeba jednak oddzielić możliwości od istniejących programów. Brytyjski Rolls-Royce SMR pozostaje projektem cywilnym o mocy 470 MWe, a australijski udział w AUKUS dotyczy przede wszystkim okrętów podwodnych o napędzie jądrowym. Doświadczenie w energetyce albo napędzie morskim daje ważne kompetencje, ale nie oznacza automatycznie prowadzenia programu lądowych mikroreaktorów dla baz wojskowych.
Generalnie w Europie dyskusja o SMR-ach jest znacznie bardziej skomplikowana. Z jednej strony Komisja Europejska uznaje, że małe reaktory mogą wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne i autonomię strategiczną. Z drugiej strony państwa członkowskie nadal pozostają podzielone w sprawie samej energetyki jądrowej. Francja, Polska i Słowacja popierają jej rozwój, podczas gdy Niemcy i Austria podchodzą do takich projektów zdecydowanie bardziej krytycznie
Unia Europejska działa jednak na ten moment przede wszystkim w wymiarze cywilnym. Strategia przyjęta przez Komisję Europejską w marcu 2026 roku zakłada przyspieszenie budowy pierwszych europejskich SMR-ów na początku lat trzydziestych. Dokument mówi o energetyce, przemyśle, produkcji ciepła i zasilaniu dużych odbiorców. Nie jest to program rozmieszczania mikroreaktorów przy bazach wojskowych.
Państwa europejskie będą musiały odpowiedzieć na pytanie, czy chcą samodzielnie rozwijać technologie dla wojska, czy też zdecydują się na zakup konstrukcji amerykańskich. Brak krajowych zdolności przemysłowych może prowadzić do sytuacji, w której państwo uzyska bardziej odporne źródło energii, ale jednocześnie uzależni się od zagranicznego dostawcy technologii, paliwa i obsługi technicznej. W takim przypadku wzrost bezpieczeństwa energetycznego nie musi automatycznie oznaczać pełnej autonomii strategicznej.
W przypadku NATO należy oddzielić zainteresowanie technologią od realizowanych projektów. Sojusz coraz częściej zajmuje się odpornością energetyczną, natomiast NATO Energy Security Centre of Excellence współpracuje z podmiotami rozwijającymi nowe rozwiązania, w tym z firmą Last Energy. Nie oznacza to jednak, że NATO prowadzi program budowy mikroreaktorów w swoich bazach. Na ten moment jest to przede wszystkim obszar analiz, wymiany doświadczeń i badania możliwych zastosowań.
Wyzwania
Największą przeszkodą pozostaje fakt, że większość wojskowych koncepcji mikroreaktorów nadal znajduje się na etapie projektowania albo testów. Istnieją zaawansowane programy w Stanach Zjednoczonych oraz działające cywilne instalacje w Rosji i Chinach, ale nierozwiązane pozostają kwestie kosztów, certyfikacji i skali produkcji. W przypadku najbardziej innowacyjnych konstrukcji procedury zatwierdzania mogą trwać wiele lat.
Do tego dochodzą zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem. Nowoczesne reaktory mają w dużym stopniu opierać się na cyfrowych systemach sterowania i automatyzacji. Zmniejsza to część ryzyka związanego z błędami obsługi, ale jednocześnie tworzy nowe możliwości działania dla przeciwnika. W bazie wojskowej cyberatak na system zarządzania energią mógłby mieć skutki nie tylko dla samego reaktora, ale także dla wszystkich instalacji, które są od niego zależne.
Nie można także pominąć problemu wypalonego paliwa i odpadów promieniotwórczych. Sam fakt, że reaktor jest mniejszy, nie oznacza, że problem znika. Konieczne pozostają ochrona, przechowywanie i transport materiałów promieniotwórczych. W warunkach konfliktu transport paliwa może stać się celem sabotażu albo ataku. Umieszczenie reaktora pod ziemią lub w odpowiednio chronionym obiekcie może utrudnić jego zniszczenie, ale może jednocześnie skomplikować działania ratownicze w przypadku awarii.
Sam reaktor również nie staje się automatycznie odporny na uderzenie tylko dlatego, że ma niewielkie rozmiary. Nadal będzie wymagał systemu ochrony, kontroli i procedur awaryjnych. Mały atom może ograniczyć podatność wojska na zniszczenie cywilnej sieci energetycznej, ale jednocześnie tworzy nowy obiekt, który przeciwnik będzie próbował rozpoznać i zaatakować.
Pozostaje również kwestia akceptacji społecznej. W państwach demokratycznych rozmieszczenie reaktora w pobliżu bazy wojskowej będzie wymagało przejrzystych procedur, konsultacji oraz odpowiedzi na obawy mieszkańców. Rosja i Chiny mogą podejmować takie decyzje w znacznie węższym gronie. Stany Zjednoczone, Kanada i państwa europejskie będą musiały przekonać opinię publiczną, że ryzyko zostało ograniczone, a instalacje pozostaną w pełni zabezpieczone.
Małe reaktory mogą w przyszłości zmienić sposób, w jaki wojska planują zabezpieczenie dostaw energii. Pozwolą zmniejszyć zależność od cywilnych sieci oraz ograniczyć część transportów paliwa, które podczas wojny stają się łatwym celem. Będą szczególnie użyteczne w Arktyce, na odległych wyspach Indo-Pacyfiku oraz w bazach pozbawionych stałej i stabilnej infrastruktury. Brzmi to jak rozwiązanie dostosowane przede wszystkim do prowadzenia działań wojskowych daleko od własnego państwa, gdzie utrzymanie zaplecza jest jednym z najważniejszych wyzwań.
Nie oznacza to jednak końca tradycyjnej logistyki ani szybkiego przejścia sił zbrojnych na energię jądrową. Mały atom nie zastąpi wszystkich pozostałych źródeł energii i nie sprawi, że armia przestanie potrzebować paliwa. Może jednak zabezpieczyć część najważniejszej infrastruktury i pozwolić na prowadzenie działań nawet wtedy, gdy cywilna sieć zostanie uszkodzona lub całkowicie odcięta.
Finalnie musi wybrzmieć, że SMR-y i mikroreaktory pozostają technologią, której wojskowy potencjał jest znaczący, ale jej rzeczywista przydatność zostanie dopiero potwierdzona i sprawdzona. Jednocześnie państwa, które jako pierwsze połączą rozwój reaktorów z potrzebami sił zbrojnych, z pewnością uzyskają znaczną przewagę, także na polu bitwy. Te kraje, niestety prawdopodobnie część państw Unii Europejskiej, które ograniczą się tylko do obserwowania projektów zagranicznych, będą później kupować nie tylko energię, ale również zależność technologiczną, aby zwiększać własne zdolności militarne. I z taką rzeczywistością Europa musi zmierzyć się już teraz.
Dla naszych patronów przygotowujemy comiesięczny biuletyn o nazwie #AtomowyKompas. W jego ramach prowadzić będziemy:
– przegląd prasy dot. tematyki atomowej dyplomacji – wyciąg z najważniejszymi informacjami;
– dedykowane analizy oraz komentarze dot. tematyki atomowej dyplomacji.
Dostęp do Atomowego Kompasu będą mieć osoby, które wesprą nas poprzez portal Patronite.
Projekt sfinansowano z środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach PROO 4.